| Ludzie sukcesu
Marzenie jest programem życia
Ta dewiza Janusza Korczaka znakomicie oddaje pryncypia, jakimi w życiu kieruje się Stanisław Sroka -prezes PPH Transsystem SĄ, z Woli Dalszej pod Łańcutem, kandydat do naszej nagrody „Wawrzyn Doskonałości Biznesowej". Firma, którą założył wraz ze swym bratem i przyjacielem, kiedy wspólnie w 1994 r dysponowali kapitałem w wysokości 1000 dolarów, dziś jest największym polskim producentem i eksporterów systemów transportu technologicznego i wszelkich przenośników w fabrykach. Firma projektuje, wytwarza i montuje urządzenia i całe systemy transportu technologicznego w wielkich koncernach na całym świecie- jak Daimler Chrysler, Audi, BMW, Mercedes, Ford, General Motors, Volkswagen, Volvo, Jaguar. Transsystem ma własne oddziały w Anglii, Niemczech, na Ukrainie. W ub. roku wygrał olbrzymi kontrakt na wyposażenie w systemy transportu wewnętrznego w budowanej fabryce Skody w Salomonowie na Ukrainie i otworzył nową firmę w „rosyjskim Detroit" w Kałudze pod Moskwą. Firma realizowała także kontrakty dla innych branż m.in. spożywczej i chemicznej. Sukces spółki spod Łańcuta związany jest z posiadaną umiejętnością zarządzania projektami, czyli także elastycznego poruszania się na światowych rynkach- wykonywania zadań niepowtarzalnych i nietypowych. Stanisław Sroka jest także przewodniczącym Stowarzyszenia Project Management Polska, szczyci się posiadaniem jednego z nielicznych na świecie wśród menadżerów Certyfikatu na poziomie A.
- Przyzna Pan, że mając w trójkę tysiąc dolarów w kieszeni i tworzyć firmę z założeniem, że ma być najlepszą w branży to historia nieco podobna do tej z „Ziemi Obiecanej". Czy nie nachodziły Pana nigdy wątpliwości, że jest to w polskich warunkach zbyt trudne lub wręcz niemożliwe do osiągnięcia, że wszystko może pozostać jedynie w sferze marzeń?
- Prawdę mówiąc na początku nie miałem takich planów, aby mieć tak dużą firmę, jaką jest ona dzisiaj. Można powiedzieć, że apetyt wzrastał w miarę jedzenia.
- Jaką role odgrywały w tym marzenia?
- Choć nie należę do marzycieli, lecz realistów twardo stojących na gruncie rzeczywistości, to jednak przyznam się, że marzenia odegrały w naszym dziele rolę motoru napędowego. Na początku lat 90-tych marzyliśmy o swojej firmie, a kiedy już powstała zaczęliśmy marzyć o tym, aby produkować na eksport. Kiedy zrealizowaliśmy pierwszy mały kontrakt, jako któryś z rzędu poddostawca, zaczęliśmy marzyć o tym, aby produkować już nie tyle drobne elementy, ale wręcz pełne systemy. Logistyczne, transportowe, linie montażowe dla wielkich koncernów samochodowych na całym świecie. I to się już spełnia. Jesteśmy dziś bezpośrednim dostawcą urządzeń transportowych dla większości światowych koncernów samochodowych. Staliśmy się jednym z większych graczy w dziedzinie systemów transportu technologicznego na świecie.
Wytwałość
-Marzenia mają to do siebie, że nie realizują się same. Albert Camus powiedział nawet, iż „ tak kochamy marzenia, że boimy się ich realizować".
- To prawda. Myślę, że obawa, przed czymś czego nie możemy być pewni paraliżuje wiele naszych działań, ambitnych zamierzeń. Prowadzenie biznesu wymaga otwartości, chłonności nowości, przezwyciężania schematów, ale i stałego doskonalenia zarówno siebie jak i procesów zarządzania firmą. Można mieć najwspanialsze plany, marzyć o ich realizacji, ba nawet wiedzieć jak się do tego zabrać, ale cóż z tego, kiedy poddamy się obawom. Marzenia tylko wówczas się spełnią, jeśli staną się naszym konsekwentnie realizowanym programem życiowym. Tylko odważni sięgają gwiazd...
-Pan bez wątpienia odniósł sukces. Jak Pan dziś z perspektywy tych kilkunastu lat spogląda na swoje działanie? Czy wszystkie marzenia z tamtych lat udało się już zrealizować?
- Marzenia są nieprzemijające. Człowiek, który nie potrafi marzyć staje się ubogi, zatraca motywacje i chęć działania. Dla mnie ważniejsze niż osiągnięcie celu jest droga, jaką się do niego dochodzi. Dzisiejszy sukces jutro może zamienić się w klęskę. Żyjący w XIX w. Brytyjski pisarz i mąż stanu Benjamin Disraeli powiedział, że tajemnica sukcesu leży w wytrwałości w dążeniu do celu. Myślę, że to jest dobra recepta na sukces oczywiście, pod warunkiem, że wzbogacimy ją także o współczesne możliwości, jakie stwarza nam wiedza, umiejętnie i w pełni wykorzystamy instrumenty, które z sobą niesie. Przed 15 laty, kiedy realizowaliśmy, jako mali poddostawcy niewielkie zlecenie w wielkim koncernie samochodowym na Zachodzie marzyliśmy o tym, aby kiedyś samodzielnie robić duże zlecenia dla tych fabryk. Dziś ten cel się spełnia.
Kiedy tworzyliśmy firmę z bratem i jednym z kolegów, najważniejszym było to, że wszyscy mieliśmy podejście przedsiębiorcze, chcieliśmy coś robić i zdecydowaliśmy się podjąć ryzyko i wbrew wszystkiemu konsekwentnie zmierzać do celu. W pierwszym okresie cieszyliśmy się z samego faktu powstania firmy, ale już wkrótce zaczęliśmy zdawać sobie sprawę z tego, że aby do czegoś dojść, by stworzyć silną, konkurencyjną firmę potrzebne jest innowacyjne spojrzenie zarówno na zarządzanie jak i produkcję. Od początku zaczęliśmy stosować zarządzanie projektem, co oznaczało m.in. zaangażowanie ludzi do realizacji konkretnych projektów, podejmowanie nowych wyzwań. To nie było łatwe i zależało od tego czy byli ludzie chętni do realizacji tych celów, ponoszenia ryzyka, podejmowania i realizacji tych zadań na własny koszt. Wówczas nie było fachowców w tych dziedzinach, w których dziś funkcjonujemy, zresztą nasza firma ma swą siedzibę na wiosce gdzie tym bardziej było trudniej o fachowców z tej dziedziny czy nawet wykwalifikowanych pracowników. Po latach okazało się jednak, że prawie każdy miał w plecaku buławę i wielu potrafiło z niej skorzystać.
Doświadczenia
- Był w Pana życiu taki epizod, że będąc inżynierem po studiach mając ciepłą pracę w Biurze Projektów, porzucił Pan ten komfort i zdecydował się zostać monterem. Dlaczego?
- To proste. Wiedza, którą zdobyłem na studiach była zbyt jednostronną. Myśląc o założeniu własnej firmy wiedziałem, że muszę opuścić inżynierskie krzesło projektanta i przyjrzeć się temu, co chcę robić z drugiej strony. Dlatego pojechałem do Czech do zakładów „Skody" w Mlada Bolesław i tam zostałem monterem, aby wkrótce awansować na brygadzistę, a następnie kierownika. Stamtąd też wyjechałem, jako kierownik budowy do Hanoweru w Niemczech. Doświadczenia tam zebrane sporo mi pomogły w prowadzeniu firmy. Tego nigdy bym nie zdobył z pozycji inżynierskiego krzesła w biurze projektów.
-Transsystem rozwijał się milowymi krokami w czasach, gdy wiele firm powstawało, znikało, wzbijało się na wyżyny lub bankrutowało. Nie wielu z nich udało się jednak w ciągu zaledwie 13 lat wzbić się na szczyt i z małej, lokalnej firmy stać się znaną firmą o zasięgu globalnym, firmą współpracująca ściśle z największymi potęgami na rynku motoryzacyjnym świata. Czym zdołaliście ich ująć?
- Jeśli wspomniał Pan o szybkim rozwoju firmy to pragnę zauważyć, że na początku swej działalności firma liczyła 14 osób, a dziś pracuje u nas w kraju i za granicą ponad tysiąc osób. Aktualnie mamy biura w Anglii, USA, Czechach, Niemczech i na Ukrainie. Nasza strategia polega na tym, że budujemy firmę opartą na trzech oddziałach bazowych. Pierwszy i podstawowy znajduje się w Polsce, drugi jest w Niemczech, gdzie zatrudniamy bardzo dobrych niemieckich fachowców, którzy obsługują tamtejszy rynek. Nasz trzeci oddział na Ukrainie tworzony jest pod kątem obsługi całego rynku wschodniego, gdzie zaczynają się ogromne inwestycje w przemyśle motoryzacyjnym. Te trzy oddziały stanowią własny, dobry model biznesowy, który może funkcjonować na całym świecie...
Zaufanie
- Ale co konkretnie przyciąga klientów do Waszej firmy?
- Zasadą jest orientacja na klienta. To z myślą o nich Transsystem wdrożył przed kilkoma laty jako jedna z niewielu wówczas firm na świecie cztery systemy jakościowe, oprócz ISO 9001, 2000 także takie jak VDA6.4,QS 9000 TES, a także certyfikowaliśmy System Zarządzania Środowiskiem ISO 14001. Naszą zasadniczą dewizą jest solidne wypełnianie oczekiwań klienta. Klient musi być pewny, że na naszej firmie może polegać, że spełnimy solidnie każde jego oczekiwanie. Druga sprawa to jakość produktu, ta musi być na najwyższym poziomie, a trzecia- to elastyczne funkcjonowanie- można by rzec wtopienie się w jeden organizm z wykonawcą projektu. Jeśli w trakcie prac zmianie ulegają warunki, to my realizujemy je szybko i sprawnie. Oczywiste jest także, że konkurujemy dobrą ceną. Najważniejsze jednak to wypracowanie zaufania do firmy, do ludzi którzy ją reprezentują. Od początku stawialiśmy wysoko poprzeczkę. Nawet kiedy klient miał mniejsze oczekiwania czy wymagania, my -przeciwnie. Zlecał nam jedną pracę, a myśmy proponowali np., wykonanie projektu, kompleksową realizację prac. Zawsze dotąd wyprzedzaliśmy myśli i zamierzenia klientów i dążymy do tego aby był w pełni usatysfakcjonowany wykonaną przez nas pracą. Pracownicy wiedzą, że to właśnie klient daje nam pracę i utrzymanie.Wszystkim i portierowi i szefowi.
-Wymienił Pan większość elementów które prowadzą do sukcesu, ale jest jeszcze jeden- zaufanie do ludzi...
- W zarządzaniu projektami jest to podstawa. Firma przekazuje realizację dużych zadań konkretnym osobom i te osoby samodzielnie realizując ten temat wykonują go w imieniu firmy. Przekazanie kompetencji to jest duże zaufanie dla osób, które wykonują dane projekty. Tylko niewielki procent ludzi ma zdolności przedsiębiorcze i to trzeba umieć dostrzec i wykorzystać
- Co Pan uważa za najważniejsze w stosunkach: firma- klient i firma pracownik?
- W stosunkach firma -klient bardzo ważna jest wzajemna lojalność, spełnienie tych oczekiwań które on ma i odwrotnie, że klient spełnia niektóre oczekiwania, które my mamy.. A w stosunkach: firma- pracownik za najważniejsze uważam dotrzymywanie wzajemnych ustaleń. To rodzi zadowolenie i motywuje do lepszej pracy.
Motywacje
-Czym Pan dziś motywuje ludzi do pracy poza wynagrodzeniem?
- Ludziom trzeba stworzyć warunki i możliwości dać odpowiednie instrumenty aby mogli w pełni się wykazać i rozwijać. U nas np. młody pracownik, który jest kierownikiem projektu nie tylko zarabia pieniądze ale realizuje wszechstronne zadanie. Zajmuje się techniką, organizacją, współpracą z ludźmi. I to go rozwija. Z drugiej strony ma świadomość uczestniczenia w ogromnym przedsięwzięciu. Każdy nasz pracownik zdaje sobie sprawę, że od rezultatów jego pracy zależy terminowe uruchomienie np. nowego modelu samochodu. To jest niesamowita motywacja: uczestniczenie w bardzo poważnym i odpowiedzialnym zadaniu.
-Powiedział Pan, że tylko niewielki procent ludzi ma zdolności przedsiębiorcze, ale sporo z nich wyjeżdża do pracy za granicą. Co ich pcha do tego kroku -czy tylko same zarobki?
- Po części tak ale nie tylko. Wielu wyjeżdża dlatego, że tam mogą się sprawdzić, znaleźć ujście dla swych ambicji, działań, że tam mogą się wykazać. To jest wielka szkoda że wyjeżdżają. Powinniśmy stworzyć im odpowiednie warunki w kraju...
-Jakie?
-Podobne do tych jakie tworzone są w wielu firmach dla ludzi przedsiębiorczych. Trzeba im dać szansę wykazania się, rozwoju, stworzyć instrumenty działania, niekiedy zmienić metody działania, organizacji, godziwe wynagrodzenie za godziwą pracę
- Jak Pan widzi przyszłość Transsystemu?
- Jako jedną z wiodących na rynku europejskim realizujących kompletne systemy logistyczne.
-Wyrastają Wam jednakże konkurenci na rynku..
- W Polsce nie mamy wielkiej konkurencji. Rozwijamy się szybciej niż inni.
Nauka
- Jest Pan entuzjastą zarządzania projektami. Pełni Pan funkcję prezesa Stowarzyszenia Project Management Polska, posiada certyfikat na poziomie A, co oznacza najwyższy stopień kwalifikacji eksperckich. Nie wiele osób na świecie ma tego rodzaju uprawnienia. Jest to potwierdzenie kwalifikacji, a jednocześnie ważne dla firmy, że kieruje nią taki menedżer. Dlaczego zarządzanie firmą przez Project Management jest tak ważne?
- Podstawą działalności przedsiębiorstw jest przedsiębiorczość. I albo potrafi się posługiwać tym instrumentem i wówczas są sukcesy, albo nie - i wówczas jest klapa.
Proszę zwrócić uwagę na fakt, iż gdy np. w firmie, która skazana jest na upadek,względnie upadła, pojawi się człowiek przedsiębiorczy umiejący korzystać z instrumentów zarządzania, biznesowych itp., ta sama firma z tymi samymi ludzi, działająca w tych samych warunkach z podobnymi zasobami i koncepcją, może się rozwinąć. Przedsiębiorca dostaje instrumenty w postaci metod zarządzania, nowy pomysł ubiera w pewną dyscyplinę i porządkuje i dzięki temu może z powodzeniem realizować te zadania. Zarządzanie projektami to dziedzina, której trzeba się uczyć, stale doskonalić swe umiejętności i potrafić wcielać je w życie.
Niepokój
-Poświęca Pan w tej chwili wiele czasu na sprawy zbyt odległe od Pana bezpośredniej pracy. Organizując konferencję na temat możliwości zarządzania projektem jakim jest dla nas EURO 2012 sugeruje Pan władzom, że tak ogromne przedsięwzięcie wymaga aby realizowali go ludzie z przygotowaniem menadżerskim...
- Bo taka jest konieczność. Zarządzanie projektem w firmie i zarządzanie projektem jakim jest EURO 2012 jest bardzo podobne. Przecież to co robimy do tej pory jest dalekie od fundamentalnych zasad realizacji tak gigantycznego przedsięwzięcia. Brakuje kilku podstawowych rzeczy. Brakuje znanej osoby- twarzy mistrza, który wszystkim będzie się dobrze kojarzył i otwierał wszystkie drzwi. Brakuje centralnego, profesjonalnego zespołu zarządzającego i jego odpowiedników w terenie. Następnie brakuje podziału obowiązków, podziału obszarów pracy i odpowiedzialności indywidualnej, zabezpieczenia warunków politycznych. Tak się podchodzi do realizacji dużego projektu wszędzie i to jest podobne do tego co robią przedsiębiorcy. To jest abecadło każdej firmy realizującej projekty.
- Inaczej mówiąc chce Pan poprzez Stowarzyszenie obudzić polityków i działaczy aby profesjonalnie zabrali się do realizacji tego ogromnego projektu?
-Jesteśmy zaniepokojeni stanem realizacji tego projektu. My jako Stowarzyszenie oferujemy działalność szkoleniową dla realizatorów poszczególnych projektów, Mamy szereg kontaktów w świecie, wiele znajomości i doświadczenia. Gdybyśmy się włączyli do realizacji tego projektu moglibyśmy wiele zrobić wspólnie. Nawet przewodniczący chińskiego zrzeszenia przemysłu budowlanego były minister budownictwa dostrzegł osiągnięcia naszego Stowarzyszenia i pragnie przyjechać aby wymienić doświadczenia...
-I na zakończenie - jaką maksymą kieruje się Pan w życiu?
-Wyznaję starą łacińską maksymę- śmiałym szczęście sprzyja...
-Dziękuję za rozmowę
Rozmawiał
Leszek Wyrwicz
|
|