|
W
plenerze, jak to w plenerze, pięknie, zielono, cudownie, ale... niewygodnie dla
szpilek, nie ma warunków na pokazanie kreacji balowych, ani degustację
wykwintnych potraw...
Najpiękniejsze arie operowe i operetkowe z oper "Traviata" i
"Aida" Giuseppe Verdiego, „Carmen" i „Poławiacze pereł"
Georgesa Bizeta, „Tosca" i „Madama Butterfly" Giacomo Pucciniego
wykonali w ubiegłą niedzielę w Łańcucie francuscy i estońscy artyści, Hjordis
Thebault - sopran, Juhan Tralla - tenor i Pierre-Yves Pruvot - baryton.
Towarzyszyła im Orkiestra Filharmonii Rzeszowskiej i Chór Instytutu Muzyki
Uniwersytetu Rzeszowskiego pod batutą bułgarskiego dyrygenta i szefa
artystycznego Festiwalu Vladimira Kiradjieva.
Występowali
pod „gołym niebem", ich głosów po raz pierwszy nie ograniczały ściany sali
balowej, dlatego słuchało ich grubo ponad 2000 osób. - Chcieliśmy, żeby
przynajmniej jeden z koncertów był dostępny dla szerszego grona odbiorców, stąd
pomysł na galę operową w plenerze i bardzo się cieszę, że publiczność tak
dopisała, i że pogoda dała nam szansę na realizację pomysłu - mówi Marta
Wierzbieniec, dyrektor Filharmonii Rzeszowskiej, ubrana w zielono-złotą suknię
pięknie wpisującą się scenografię otoczenia.
-
Cudowny pomysł, rewelacja, artystyczny strzał w dziesiątkę - to opinie padające
z pierwszych rzędów krzeseł. Krzeseł, których ustawiono 2 tys., a i tak ich
zabrakło. Blisko setka melomanów, mimo wykupienia biletów, musiała stać. Jedni,
niezbyt elegancko (w przeciwieństwie do stroju), nie kryjąc rozgoryczenia
narzekali na organizatorów. Byli jednak i tacy, którzy podpierając barierkę nie
zrzędzili. Wprost przeciwnie. Mówili, że wszystkie niedogodności rekompensuje
im cudowna atmosfera koncertu i to, że mogą w nim uczestniczyć. - Po raz pierwszy
koncert jest dostępny dla zwykłych ludzi, nie tylko dla VIP-ów. Niewygoda?
Kocham muzykę i jeżeli wypełnia mi duszę, nie czuję bólu nóg - mówiła Monika
Kozdraś, która na koncert przyjechała z Leżajska.
Jednak
organizatorzy szczęśliwi, że pogoda im dopisała, czują niedosyt. Martwią ich
nieprzewidziane niedociągnięcia. Zapowiadają, że będzie to dla nich nauczka na
przeszłość i przyznają, że zaskoczyła ich liczba osób, które kochają muzykę
klasyczną. Nie wykluczają, że podobny koncert w przyszłości jeszcze się
odbędzie. Inaugurację w plenerze uważają za swój wielki sukces.
Na
gorąco o inauguracji
Marta
Wierzbieniec, dyrektor Filharmonii Rzeszowskiej: - Sala balowa może pomieścić
tylko 350 osób. Dzięki organizacji koncertu w plenerze, wspaniałą muzyką w równie
wspaniałym otoczeniu mogły rozkoszować się tysiące osób. Patrząc na te tłumy
jestem przekonana, że takie koncerty są potrzebne, koncerty, gdzie największą
gwiazdą przede wszystkim jest muzyka. Bo gwiazda czy gwiazdka to pojęcie
względne, ktoś, kto w jednym roku zostaje okrzyknięty gwiazdą, w kolejnym jakoś
blaknie, a czasem wręcz gaśnie. Prawdziwymi gwiazdami są wspaniałe utwory i
wspaniali kompozytorzy. Kto naprawdę jest gwiazdą naszych czasów, okaże się za
kilka lat, bo przejdzie do historii i sam ją będzie tworzył.
Zbigniew
Ćwiąkalski, były minister sprawiedliwości: - Jestem pozytywnie zaskoczony. Taki
plenerowy koncert to wyzwanie dla organizatorów. W plenerze zupełnie inaczej
rozchodzi się głos, to nowość, której tu jeszcze nigdy nie było. A zacząłem
chodzić na koncerty jeszcze z klasą licealną, chyba w 1962 roku, jeszcze na Dni
Muzyki Kameralnej. Po wyjeździe starałem się - jeżeli nie na wszystkie - to
chociaż na jeden inauguracyjny koncert przyjeżdżać. Żona też pochodzi z
Łańcuta, więc gnają nas tu te same wspomnienia i wspólna nostalgia.
Mieczysław
Janowski, eurodeputowany: - Jestem zauroczony scenerią, te unoszące się białe
kule, powietrze falujące dźwiękiem. Bardzo często chodzimy do filharmonii, ale
tu nie ma ścian, więc dźwięk wypełnia całą przestrzeń. Cudowne doznania,
wspaniale dobrane utwory i artyści; jestem zachwycony występem chóru
uniwersyteckiego, widać, że praca z młodzieżą przynosi efekty, ile tam
pięknych, młodych dziewcząt (śmiech). Otwarcie festiwalu to artystyczny strzał
w dziesiątkę. Powinno być więcej takich imprez. Tu widać, że muzyka klasyczna
zachwyca publiczność.
Tadeusz
Ferenc, prezydent Rzeszowa: - Bardzo podoba mi się pomysł koncertu na wolnym
powietrzu. Wielu osobom nie udałoby się wejść do sali, a tak ten fantastyczny występ
mogą obejrzeć te tłumy, które tu przyszły. To świadczy o tym, jak wielu kocha
muzykę poważną i z jaką przyjemnością jej słucha.
Piotr
Przytocki, prezydent Krosna: - Stoję z żoną już godzinę (śmiech) i mam zamiar
zostać na kolejną, to znaczy, że jest dobrze. Do Łańcuta na koncert
przyjechałem pierwszy raz. Słyszę, że i koncert po raz pierwszy odbywa się w
plenerze, a ja lubię świeże powietrze (śmiech), więc stoję.
Zygmunt
Cholewiński, marszałek województwa: - Jestem zachwycony atmosferą tego ogrodu, mnóstwem
roślin, jest pięknie i inaczej niż w sali balowej.
Małgorzata
Chomycz, wicewojewoda: - Wspaniały pomysł. Koncerty w plenerze są ryzykiem, bo
są zależne od pogody, ale zupełnie inaczej się je przeżywa.
Karol
Wit Wojtowicz, dyrektor Muzeum - Zamku w Łańcucie: - Największą naszą troską
było to, czy dopisze nam pogoda. Nasze patrzenie w niebo przyniosło efekty i
udało się.
Władysław
Ortyl, senator: - To dla mnie niespodzianka, niesamowity pomysł, który pozwolił
wykorzystać piękne walory parku, tę roślinność. Jestem pod wrażeniem.
Danuta
Stępień, dyrektor IV Liceum Ogólnokształcącego w Rzeszowie: - To niesamowity,
znakomity koncert w cudownej atmosferze. Cieszę się, że organizatorom wyszło to
logistycznie, plusów takiego rozwiązania jest dużo: świeże powietrze, brak
ciasnoty oraz to, że tylu ludzi ma możliwość posłuchać pięknej muzyki, to
nowość.
Marek
Darecki, prezes WSK: - Blisko natury, czyli dobrze; wspaniały pomysł i cudowna
atmosfera.
Stanisław
Sroka, prezes Transsystemu w Woli Dalszej: - Zainteresowanie publiczności
świadczy o tym, że koncertów na świeżym powietrzu powinno być znacznie więcej.
Anna Moraniec
|
|