|
Lucyna Szura 2009-11-09
Kiedy
kilkadziesiąt lat temu Stanisław Sroka pierwszy raz odwiedzał fabrykę
Mercedesa w Niemczech pomyślał, jak by było dobrze tam kiedyś pracować.
Dziś kierowany przez niego Transsystem wyposaża fabryki samochodów na
całym świecie
Po studiach na Politechnice Śląskiej Sroka pracował w biurze projektów.
- Miałem bardzo dobre stanowisko starszego projektanta. Był czas na
wypicie kawy, a do domu wychodziłem o trzeciej - wspomina.
Taka ciepła posadka nie dawała mu jednak satysfakcji. Sroka w
końcu ją rzucił i wyjechał do Czech jako monter. Ale tak naprawdę
zawsze miał ochotę robić coś samodzielnie.
Decyzja, by zacząć pracować na własny rachunek, zapadła podczas jednego z wieczornych spotkań z bratem i kolegą.
- Był rok 1991, oni nie mieli już pracy, bo ich firmy upadły.
Pomyśleliśmy, żeby założyć własną firmę, z której będziemy mogli żyć
wszyscy - mówi Stanisław Sroka.
Razem mieli 1 tys. dol. kapitału początkowego i ogromną ochotę do
pracy. W ciągu tygodnia założyli spółkę i znaleźli halę do produkcji w
Przeworsku na Podkarpaciu.
Zaczynali od produkcji siatek i prostych konstrukcji stalowych. W
pierwszym roku zatrudnili 14 osób, wypracowując 300 tys. zł sprzedaży.
Z czasem firma zaczęła brać również zlecenia na elementy maszyn i
przenośników, a w końcu także całych przenośników (czyli tych elementów
linii produkcyjnej, które odpowiadają za przenoszenie wyrobu z miejsca
na miejsce). - W 1994 r. pozyskaliśmy inwestora niemieckiego, który dał
nam trochę pieniędzy. Ale już trzy lata później wykupiliśmy udziały tej
firmy - mówi Sroka.
Zaczynająca w wynajętej hali w Przeworsku firma z czasem wykupiła
upadający POM w Woli Dalszej koło Łańcuta. W okolicy prawie nikt nie
miał potrzebnego doświadczenia. Zespół pracowników trzeba było tworzyć
od zera. Zbudować organizację, rozwijać technologię i zainwestować w
infrastrukturę.
Ten wysiłek przyniósł jednak owoce. W ciągu dekady udało się
przekształcić Transsystem w przedsiębiorstwo realizujące kompleksowe
zadania w zakresie projektowania, wykonywania oraz montażu systemów
transportu technologicznego. Firma Stanisława Sroki jest dziś jedną z
pięciu największych firm na świecie na tym rynku. Jest generalnym
wykonawcą systemów transportu, m.in. dla BMW, Volkswagena, Audi, a
także dla poddostawców koncernów samochodowych - fabryk opon, siedzeń,
elementów karoserii. Od 2005 r. wszystkie nowe modele samochodów
General Motors - od Ameryki aż po Chiny - transportowane są w swoich
fabrykach za pomocą linii technologicznych polskiej firmy z
Podkarpacia.
- Najpierw pracowaliśmy z drugiej linii, dla bardzo dużych firm,
które wówczas były generalnymi wykonawcami dla fabryk. Po kilkunastu
latach doświadczeń sami weszliśmy na rynek, już jako równoważny albo
nawet mocniejszy konkurent tych firm, dla których kiedyś pracowaliśmy -
opowiada Sroka.
Firma weszła także na inny rynek związany z transportem - zaczęła
produkować wyciągi narciarskie gondolowe i zwykłe. A ostatnio
Transsystem zrobił kolejkę napowietrzną na zlecenie z Tajwanu.
Na tym jednak przedsiębiorstwo się nie zatrzymało. - Chyba
intuicyjnie wyczuliśmy zbliżający się kryzys, bo jeszcze przed jego
nadejściem zaczęliśmy pozyskiwać klientów innych branż, m.in. dla
energetyki - mówi prezes Transsystemu. Firma ma dziś podpisane
kontrakty na zamówienia dla elektrowni i kopalni. - Widzimy tu ogromne
szanse, bo w Polsce jesteśmy chyba liderem. A chcemy być nim również w
Europie - podkreśla Sroka.
Czwartym filarem Transsystemu ma być produkcja dla branży
lotniczej. - Mowa tu o systemach montażu, transportu, składowania
elementów dla Airbusa - mówi Sroka. Wolne siły produkcyjne swojej firmy
przedsiębiorca kieruje także w budownictwo.
- W biznesie nie wszystko zależy od układów, od pieniędzy,
wielkich dotacji czy jakiś super stworzonych warunków - podkreśla
Sroka. Bo jak podkreśla, recepta na rozkwit firmy nie jest
skomplikowana: inicjatywa, ale także odwaga, zaciętość i uparte
realizowanie zamierzeń - to wystarczy. - W ciągu tych 18 lat pracy
zawsze liczyłem przede wszystkim na siebie i na ludzi, którzy pracowali
w firmie - mówi. Zaczynaliśmy od 1 tys. dol. Doszliśmy do 1 tys.
pracowników, których zatrudniamy dzisiaj. Trzymamy się tysiąca - mówi.
Gazeta Wyborcza Lucyna Szura
|